Kwiecień plecień, bo przeplata, trochę popu, trochę… innej muzyki. Mieszkańcy Warszawy i odwiedzający stolicę mają w czym wybierać – w tym mieście naprawdę sporo się dzieje. Przed nami kwiecień pełen muzycznych wrażeń. Na co warto pójść? Oto najciekawsze propozycje imprez muzycznych w Warszawie.

Rytmy rodem z Ekwadoru

15 kwietnia w klubie Szwedzka 2/4 będzie miało miejsce wyjątkowe widowisko. Warszawę odwiedzi bowiem Nicola Cruz, który jest nie tylko muzykiem, ale i DJ-em oraz producentem elektroniki. Zabierze słuchaczy w podróż do swojej ojczyzny, czyli Ekwadoru. Jego muzyka jest zaczerpnięta z dobytku starożytnej mitologii oraz ludowych tradycji, które zgrabnie łączy z nowoczesnym klimatem. Nicola to muzyk z bogatym wykształceniem i doświadczeniem w grze na perkusji niemal od dziecka. Jego pierwsza płyta wydana w 2015 roku okazała się ciekawym eksperymentem, którym artysta zechciał podzielić się z publicznością. Jego kolejne prace tylko to potwierdzają. Warto wybrać się na występ Nicoli i przekonać się o tym osobiście.

Ulubienica Björk na warszawskim koncercie

Najlepsze imprezy w Warszawie w 2020 roku? Oto jedna z nich. 17 kwietnia w warszawskim klubie Niebo odbędzie się koncert JFDR, wschodzącej gwiazdy muzyki islandzkiej. Jej karierze kibicuje sama Björk, co świadczy o dużym potencjale artystki. JFDR jest solowym projektem islandzkiej wokalistki Jófríður Ákadóttir, która znana jest z grupy Samaris. Teraz próbuje zarazić słuchaczy swym niesamowitym, hipnotyzującym wręcz głosem, które prócz pianina czy gitary są dodatkowo podbijane przez elektronikę. Cóż może być lepszą rekomendacją niż polecenie kultowej Björk? W tym wydarzeniu po prostu trzeba uczestniczyć.

Indie folk w Hydrozagadce

Warszawscy miłośnicy gatunku indie folk w kwietniu również znajdą coś dla siebie. To koncert Hollow Coves, czyli duetu tworzącego klimatyczne utwory w klimacie indie-folk. Panowie pochodzący z Australii Polskę odwiedzą po raz pierwszy, promując swój najnowszy album. Już 23 kwietnia pojawią się w klubie Hydrozagadka, by czarować swą muzyką publiczność na żywo. Ryan Henderson i Matt Carins to duet, który poznał się w 2013 i przekonał o wzajemnej miłości do muzyki akustycznej. Teraz jest czas, by zarazić tą miłością również polską publiczność.

Meute w Progresji

Zwieńczeniem koncertowego kwietnia będzie występ Meute, który odbędzie się 25 kwietnia w warszawskim klubie Progresja. Meute to grupa artystów drum basowych wyróżniających się nie tylko miłością do muzyki, ale i umiejętnością porywania publiczności do zabawy. Jedenastu muzyków w swoich charakterystycznych czerwonych kurtkach to symbol Meute i hit pod względem liczby wyświetleń. Meute miało być eksperymentem muzycznym, ale w ciągu lat stało się fenomenem w swoim gatunku – tylko perkusja oraz talerze, bez komputerów, muzyka techno na nowym poziomie. W tym widowisku naprawdę warto uczestniczyć.

Pieczywo – czy zawsze musi być niezdrowe?
Gdy ludzie podbiją Wszechświat - o "Diunie" Franka Herberta