Śmierć. I co dalej? Tego nie wiemy. Możemy przypuszczać bądź wierzyć w różne systemy filozoficzne. Z medycznego punktu widzenia czas po śmierci nie jest już aż tak interesujący jak to, co dzieje się przed nią. Wiemy dokładnie jakie procesy zachodzą w ludzkim organizmie przed czy po, jednak nie wiemy za wiele o tym co dzieje się w naszym umyśle przed, w trakcie a już tym bardziej, co się z nim dzieje po. Od zawsze człowiek starał się poznać ten najbardziej tragiczny moment życia jego i jego otoczenia. Później zaczął próbować zapobiegać takiemu, a nie innemu obrotowi sprawy. Dwóch rzeczy, których nigdy nam nie zabrakło w tym poznawaniu to, sama śmierć, która nigdy nie opuszczała ludzkich społeczności i nasze dążenie do jej poznania.

Aby przybliżyć sylwetkę śmierci i procesów jakie zachodzą w umyśle człowieka w trakcie jej przeżywania możemy posłużyć się filmem Bob’a Fosse – All that Jazz (tłum. Cały ten zgiełk). Film opowiada historię ostatnich kilku dni z życia choreografa, Joe’go Gideon’a (w tej roli Roy Scheider), który nie stroni od alkoholu, seksu, przemęczania się i ogólnego używania życia, a przede wszystkim jest nałogowym palaczem. To właśnie uzależnienie od tytoniu doprowadza go ostatecznie do śmierci. Na ekranie Joe’go widzimy zawsze z papierosem w ustach i coraz to bardziej kaszlącego.

Film jednak nie jest prostą opowieścią o umierającym człowieku i jego otoczeniu. Jest to pełen symboli i nawiązań obraz z wieloma sugestywnie wmontowanymi obrazami ukazującymi nam stan umysłu bohatera. Jego strach, obawy, w końcu akceptacje i spoufalenie ze śmiercią. Montaż symultaniczny i powtarzalność pewnych czynności ujawniają nam jak zmienia się stan bohatera. Postępująca choroba coraz bardziej się uwidacznia. Z czasem widać tez jak bardzo nasz bohater jest podporządkowany showbuisness’owi. Halucynacje, których Joe doznaje w szpitalu są zrealizowane jak plan filmowy musicalu.

Same zdjęcia nawiązują nie tylko do stanu umysłu Joe’go ale również do tematyki śmierci w naszej kulturze w ogóle. Film rozpoczyna się sceną castingu do nowego musicalu, podczas tworzenia, którego będziemy towarzyszyć bohaterowi. Ujęcia obcinają postacie ludzkie (na przykład do obrębu nóg) lub pokazują duże ilości owych postaci w ruchu, z wyciągniętymi rekami, w tańcu, pół nago. Przywodzi to na myśl średniowieczne ołtarze na których przedstawiano masy nagich ludzkich ciał strącanych do piekła i tłumy (nieco mniejsze) idące do nieba. Podobnie jak na ołtarzach, tak i w filmie ciało ludzkie jest przedstawiane bez szacunku, masowo, powszechnie i bez czci. Można by powiedzieć, że pierwszej scenie ciała te przewalają się i są przerzucane jak widłami na ołtarzach.

Już w następnym ujęciu pojawia nam się uosobienie Śmierci. Kobieta w białej sukni, z twarzą zasłoniętą welonem kapelusza. Pyta bohatera o rodzinę, pracę, kobiety. Zdają się dobrze znać. Rozmawiają swobodnie. Bohater flirtuje ze Śmiercią czego ona w żaden sposób nie neguje. Pomieszczenie, w którym odbywa się rozmowa, której fragmenty są później wmontowane w ciag dalszy filmu jest zupełnie abstrakcyjne, pozaczasowe i poza przestrzenne. Przypomina garderobę lecz pojawiają się tam fragmenty pomieszczeń z różnych okresów życia bohatera. W tle włączony jest telewizor ze zmontowanym prze Joe’go skeczem, o śmierci właśnie. Skecz ten nawiązuje do podziału psychicznego okresu umierania wyznaczonego przez Elizabeth Kubler-Ross. Podział ten rozgranicza następujące fazy: Gniew, Zaprzeczenia, Negocjacje, Załamanie, Akceptacja. Wyrywki tego skeczu dotyczące odpowiednich faz pojawiają się później w ściśle określonych momentach w filmie.

Warto zwrócić uwagę na scenę wpuszczenia przez Joe’go aktorki z casting’u do mieszkania. Po otwarciu drzwi widzimy kobiecą zacienioną postać w kapeluszu swobodnie opartą o ścianę. Pierwsze skojarzenia jakie nam się pojawia to postać Śmierci z garderoby, z którą rozmawiał już wcześniej. Dopiero po chwili okazuje się, że to ktoś inny gdy kobieta wchodzi w światło korytarza. Pojawia się tez wiele ujęć związanych z upływem czasu. Podczas rozmowy z wyżej wspomniana aktorka obiektyw wyostrza na zegar w głębi planu.

Ciekawa jest koncepcja Śmierci robiącej cos w rodzaju wywiadu środowiskowego i podsumowania jego życia podczas rozmowy z matką Joe’go w barze,, w którym zaczynał kontakt z showbuisness’em.

Poranki bohatera rozpoczynają się w łazience przy akompaniamencie muzyki Vivaldiego. Radosnej, wesołej, dającej nadzieje na nowy dzien. Porannej toalecie towarzyszy aplikacja odpowiednich środków. W tych sytuacjach wyraźnie widać, że jego choroba postępuje. Za każdym razem coraz trudniej jest Joe’mu pozbierać się w całość. „showtime” za każdym razem wypowiadane z coraz mniejszym zaangażowaniem i wiarą.

Ciekawym zabiegiem jest tez przedstawienie przestrzeni w filmie nawiązujące do średniowiecznego schematu orbis interior – orbis interior. Brakuje tu ujęć dużych przestrzeni. Dominują zbliżenia i przyciemnione barwy. Pokazane pomieszczenia zawsze są znane bohaterowi. Jego mieszkanie, studio nagraniowe, scena. Ciekawym jest tez to, że pierwsza oznaka choroby, która zarazem informuje nas o charakterze osoby, z którą rozmawia bohater, następuję na ulicy, na zewnątrz. Można by powiedzieć przychodzi z zewnątrz. W montażu zostało to powiązane z automatycznym Zaprzeczeniem wyciętym ze skeczu.

Nawet w teoretycznie radosnej scenie treningu z córką można wyczuć przygnębiający nastrój zbliżającego się końca. Towarzyszy nam dość nieprzyjemne, kiepsko oświetlone tomiszcze, a muzyka w tle wcale nie napawa optymizmem. Gdy bohater zostaje sam dostaje napadu kaszlu, który kończy się ujęciem uśmiechającej się Śmierci i kolejnym „zmedykalizowanym” porankiem.

Kolejny pojawiający się poranek jest kręcony w zwolnionym tempie co ujawnia nam względność czasu śmierci i zaświatów względem czasu świata żywych. Obrazuje to nieuchronnie zachodzące zmiany. Niejako by bohater był już częściowo „po tamtej stronie”.

Następnie pojawia się bardzo ważna scena. Nazwijmy ją „sceną ciszy”. Podczas czytania bohater przestaje słyszeć dźwięki dochodzące z zewnątrz i pozostają tylko dźwięki wydawane przez niego samego. Postępującą izolacja wewnętrzna, zamkniecie się w sobie i zawężenie orbis interior, przejście do innego świata. Chwile później ujęcie Śmierci odsłaniającej welon i zdejmującej kapelusz, rozpuszczającej włosy. Poznaje ją coraz lepiej, coraz bliżej, przestaje mu być obca.

Bohater trafia do szpitala gdzie prawda jest mu przedstawiona bardzo pobieżnie i niezbyt rzeczowo. Lekarz bierze producentów na stronę i tłumaczy im jak wygląda sytuacja. Zostaje utrzymane tabu. Niedopowiedzenie, nie powiadomienie osoby umierającej o tym jak jest naprawdę. Sam Joe nie chce pozostać w szpitalu, pomijając goniące go zawsze terminy, nie przejmuje się bólem. Odrzuca od siebie myśl o realności zagrożenia i stara się zachować twarz przed bliskimi. Tak jak Iwan Iliicz.

Okłamuje się nawet jego córkę żeby nie powiedzieć jej tej nieprzyzwoitej i nieprzyjemnej prawdy.

Producenci przejmują za Joe’go jego sprawy i starają się również ukryć dla grupy tanecznej jego faktyczny stan zdrowia.

Zaczyna się seria scen dotyczących kalkulacji na temat przedstawienia, które zawierają wszelkie możliwości dalszego losu Joe’go. Jego śmierci bądź przeżycia. Kalkulacja jest zimna. Scena niemalże jak z barokowego obrazu. Pięciu mężczyzn siedzących przy olbrzymim wypolerowanym stole, z oknem otoczonym ciężkimi kotarami w tle.

W szpitalu pojawia się postac, którą identyfikowałbym jako sumienie. Postać ta jest reprezentowana przez aktora opowiadającego skecz. „i’m tellin’ you Gedeon, I’ve Got really inside to you. There is a deep fear of bein’ convential” (tłum. Mówię ci Gideon, znam cię od środka. Jest w tobie głęboki strach bycia konwencjonalnym).

Podczas pobytu szpitalu nikt nie daje odczuć Joe’mu, że umiera. On sam wpisuje się w ta zbiorową maskaradę zachowując dobry humor. Tak jak Mellisanda on tez ma nie odczuwać, że umiera.

Pojawia się też postać czarnoskórego „przewodnika”, niejako „pastora” bądź przedstawiciela zaświatów” swoja główną rolę odgrywa w finale filmu. Postać ta pojawia się w telewizyjnym show, który bohater ogląda podczas pobytu w szpitalu. „przewodnik” ten w pewien sposób wprowadza go później zaświaty i przedstawia go „po tamtej stronie”. Sam zdaje się stamtąd pochodzić i być kimś w rodzaju medium. Tak jak umierający czasem odczuwają opiekę bliskiej zmarłej osoby, tak Gedeon otrzymuje swojego przewodnika w postaci tego czarnoskórego piosenkarza.

Podobny motyw jest wykorzystany w filmie „między piekłem, a niebem” z Robinem Whilliams’em w roli głównej. Gdy bohater tego filmu trafia do nieba jego przewodnikiem zostaje jego przyjaciel, który tłumaczy mu zasady rządzące tym światem i pokazuje mu pewne istotne miejsca oraz pomaga w poszukiwaniu żony.

Kolejne fragmenty rachunku sumienia. „I’ve got inside to you Gedeon. You know what’s underneath? The dreadful fear that you’re ordinary.” (tłum. Znam twoje wnętrze, Gideon. Wiesz co jest w środku? Wstrętna obawa o bycie pospolitym.).

Badanie. Sparodiowane krótka scenka z udziałem Trzech lekarzy, którzy zasłaniają prawdę przy pomocy żargonu medycznego, przez który nie jesteśmy w stanie się przebić, tak samo jak bohater. Ten, wraz ze Śmiercią po swojej lewicy, zasiada na publice. Śmierć poznawszy diagnozę współczuje mu. Jest dla niego dobra, jest przyjacielem.

W szpitalu bohater rozmawia z Katie, swoją dziewczyną. Wnioskuje po jej nieobecności w któryś piątek, że była z kimś. Pomimo złości, która wyznaje Śmierci wybacza jej zdradę. Godzi się z tym, że sam był dla niej zły i zamierza w jakiś sposób jej to wynagrodzić. Negocjuje.

Udaje mu się uniknąć Pocałunku Śmierci podczas drogi na sale operacyjną.

W tym miejscu zaczyna się zmontowana symultatywnie scena dotycząca kalkulacji na temat przedstawienia, która zawiera wszelkie możliwości dalszego losu Joe’go. Jego śmierci bądź przeżycia. Kalkulacja jest zimna. Scena niemalże jak z barokowego obrazu. Pięciu mężczyzn siedzących przy olbrzymim wypolerowanym stole, z oknem otoczonym ciężkimi kotarami w tle.

Przed samą operacja przychodzi do niego Śmierć, pojawia się skoczek spadający z liny. „that’s very theatrical Joe” (tłum. To bardzo teatralna). Śmierć przygotowana, zamierzona ale zarazem rozgłosem pomimo utajania jest w rzeczywistości.

Przychodzą Halucynacje. Sceny zrealizowane tak jak plan filmowy do musicalu. Postać „zdrowego” Joe’go jest reżyserem. Każe „choremu” Joe’mu oglądac i słuchać. W chwili sprzeciwu karci go „You don’t hale any lines here” (tłum. Nie masz tu żadnej kwestii). Wszystko jest dokładnie zaplanowane, przygotowane. W scenografi w tle rzca się w oczy stół operacyjny za białym, szpitalnym tiulem z pochylonymi nad nim lekarzami. Same Halucynacje obejmują niejako podsumowanie życia i przestrogi wszystkich bliższych znajomych na temat obecnego życia. Przestrzegają go byłe kochanki, żona, córkai obecna dziewczyna. Większość wyraża żal za tym, ze Joe odchodzi ale zarazem wyrażają swój żal za krzywdy poniesione z jego ręki. Pojawia się w nich również kolejny bardzo wyraźny symbol śmierci, karawan.

Negocjuje. Tym razem dość skutecznie. Prosi Śmierć o odejście i wychodzi cało z operacji. Pozostaje jednak w szpitalu gdzie odzyskuje siły. Ostatnia faza przed śmiercią, o której wspomina się w książkach medycznych, ze pacjenci sprawiają wrażenie nagle ozdrowiałych i dochodzących do siebie.

Nadchodzi jednak Załamanie. Gedeon ucieka ze swojego pokoju i nie chce umierać. W tym miejscu pojawia się tez przypomnienie wszystkich odczuć względem własnego umierania.

Akceptacja. W tym momencie Joe wchodzi za parawan umierającej kobiety, która całuje na znak pogodzenia się z własnym losem. Przyjmuje to do wiadomości. W realnym świecie spotyka swojego „nierealnego” przewodnika z zaświatów. Razem z nim przesiaduje w szpitalu gdzie czeka na sanitariuszy, którzy zabierają go z powrotem do jego pokoju.

Pomimo ucieczki wszyscy są dla niego uprzejmi i przyjaźni. Pogodzeni. Śmierć pomaga mu się ubrać do ostatniego występu na tym, a może nie na tym świecie. Pojawia się nasz czarnoskóry „przewodnik” tym że jesteśmy już w studiu a nie oglądamy go w telewizji. Przedstawia naszego bohatera w bardzo obiektywny sposób, nie schlebia ale również nie uwłacza.

Ostatni występ jest spektakularny. Jednak studio jest wystrojone dość obco i sztucznie. Nie czujemy się w nim zbyt przyjaźnie ale z czasem te odczucia się zmieniają. Przywykamy, tak jak nasz bohater przez cały film przywykał do swojej sytuacji.

Finał filmu jest jak najbardziej radosny pomimo, że następuję śmierć głównego bohatera. Nie mamy wątpliwości, że jest to dla niego ulga i spełnienie. Energiczny taniec, żywiołowa muzyka, pełna akceptacja. Pożegnanie z bliskimi. Joe jest gwiazdą tego przedstawienia. Scenę można nazwać monumentalną. Przed Śmiercią staje w pełni gotowy, wystrojony i uczesany. Ostatnie ujęcie filmu to zasunięcie zamka worka w kostnicy. Bohater jest tam zupełnie inny niż widzieliśmy go przed sekundą. Przyziemny, cielesny, brzydki i wyniszczony chorobą, ze zmęczona twarzą.

Śmierć, która spotyka nasz bohater jest od początku śmiercią oswojoną, spodziewaną. Na początku ma on świadomość jej obecności ale nie wie jeszcze, że stanie się to tak niedługo. Gdy już sobie to uświadamia zachowuje dumną postawę wobec niej samej i wobec otoczenia, które również pozostaje niejako w niedowierzaniu.

Pomimo, że umiera w szpitalu przywiązany do łóżka to wewnętrznie umiera z godnością i podniesioną głową. Odcina się od swej ziemskiej cielesności, która w jakiś sposób go zawiodła. Można powiedzieć, ze daje wzór, pokazuje jak umierać.

W ogólnym rozrachunku trzeba powiedzieć, że film jest bardzo plastycznym i psychosygestywnym przedstawieniem procesu umierania. Atmosfera, która tworzy jest niczym nie zachwiana, zupełnie uporządkowana i przygotowana w każdym calu na to co dokładnie ma przedstawić. Jest tak poukładana jak plan filmowy, który był życiem i praca bohatera, a który stał się również jego łożem śmierci.

J.S.

Death in All That Jazz
Oceń ten artykuł


Jeśli Fast food, to i Slow food!
Czas na czas