Nie chciała iść na to przyjęcie i robiła wszystko, żeby się spóźnić. Oczywiście podświadomie, bo nigdy nie zraniłaby swojej najlepszej przyjaciółki, a już na pewno nie w takim dniu. Toteż kiedy zegar skończył wybijać szesnastą, chwyciła prezenty i zbiegła w panice po schodach.

– Jak Kopciuszek! – przemknęło jej przez myśl – Tylko karocy brakuje.

Zamówiona taksówka czekała już pod klatką. Mając niepochlebne zdanie o środkach transportu publicznego nawet nie próbowała dojechać na miejsce autobusem. Zadbała o wszystko, jak zwykle. Wyglądając przez okno wspominała ubiegłoroczną zabawę. Jechała wtedy zdezelowanym maluchem, ale nigdy nie czuła się tak szczęśliwa. Za kierownicą siedział ON, posyłając jej raz po raz przepraszające uśmiechy, kiedy silnik prychnął mocniej niż zazwyczaj.

Głośno westchnęła do wspomnień i ciaśniej otuliła się płaszczem.

– Zimno Pani? – rozległo się pytanie – Mogę podkręcić ogrzewanie.

– Nie, nie… – szepnęła zaskoczona, bo kierowca przerwał jej rozmyślania – Tak jest dobrze, tylko przypomniałam sobie o czymś.

– Jak tylko będę mógł dla Pani coś zrobić to proszę dać znać – uśmiechnął się życzliwie i pokręcił gałka radia. „Cicha noc” wypełniła wnętrze samochodu.

– Najlepiej cofnąć mnie w czasie o rok-mruknęła bardziej do siebie niż do niego.

Z przedniego siedzenia dobiegł ją śmiech – Takich umiejętności niestety nie mam. Może tylko Mikołaj…

– Mikołaj to stanowczo przereklamowany gość. Raz w roku przeciśnie się przez komin i tyle hałasu wokół siebie robi. Zostawi górę prezentów i zwiewa. I okazuje się, że dziadek dostał pięć par skarpetek, babcia dwa wałki do ciasta, mama odrażająca wodę toaletową, a ja płytę z jakimś łomotem, zielony sweter w grochy i komiks zamiast książki – zakończyła swoje przemówienie płaczliwie.

– Widocznie nie napisała Pani listu do Świętego – odparł z wesołą nutką w głosie, a ciszej już dodał – albo nie dała się Pani dobrze poznać.

– O, to będzie tutaj! – zawołała przecierając zaparowaną szybkę i udając, że nie usłyszała ostatnich słów kierowcy

– Moje sanie dowiozły już Panią na gwiazdkowe przyjęcie – ciągnął dalej z przejęciem – należy się 15,50.

– To raczej wieczór panieński – odparła niechętnie wręczając mu banknot 20-złotowy. – Reszty nie trzeba! – rzuciła i zabrała się za zbieranie prezentów z siedzenia.

Chwycił pieniądze i wyskoczył z samochodu chcąc jej pomóc. Przyznaje, że kilka paczek nie było zbyt poręcznych, więc skwapliwie przyjęła męską dłoń.

– To o której mam po Panią przyjechać? Powinna Pani wyjść z przyjęcia przed 24 bo inaczej moja karoca zamieni się w dynie, a ja w szczura – zaśmiał się.

– Chyba mieszamy trochę bajki – upomniała go zupełnie nie pamiętając, że takie same skojarzenia miała kilka chwil wcześniej – Mikołaj i sanie, później karoce…A tak właściwie w „Kopciuszku” były białe myszki, nie szczury!

– Jeśli o mnie chodzi, to możemy pójść na kompromis. Wystarczy mi śliczna dziewczyna w saniach z Mikołajem – puścił „perskie oko” i otwierając jej drzwi lokalu odwrócił się odchodząc – Podjadę koło 24. Miłej zabawy! – krzyknął jeszcze wsiadając do taksówki.

– Co za gbur! – pomyślała, ale już chwilę później pochłonęło ją rozbawione towarzystwo. Przyszła panna młoda wyglądała przepięknie, a żartom i poradom dotyczącym małżeństwa nie było końca.

Choć dobrze się bawiła, to około 23 już zaczęła mimowolnie zerkać na podjazd w poszukiwaniu „jej” kierowcy. Kiedy parę minut przed 24 wciąż nie podjechał, wzruszyła ramionami i otuliwszy się szalem wyszła przed restauracje. Kiedy wyjęła telefon komórkowy na horyzoncie ukazała się znajoma taksówka. Tyle, że za kierownicą siedział starszy mężczyzna w zielonej czapeczce z dzwoneczkami, a za samochodem ciągnęły się dziecięce sanki z siedzącym na nich… Mikołajem.

– Ho! Ho! – rozległ się miły głos – Słyszałem dziewczynko, że składałaś reklamacje co o prezentów. Mam zatem coś dla ciebie. Sam elf pomagał mi wybierać – dodał wskazując głowa w wielkiej czapie na kierowcę w zieleni i podając jej pięknie opakowaną paczkę.

Kiedy zaszokowana odpakowała prezent, jej oczom ukazała się pięknie wydana bajka o …Kopciuszku.

– Mówiłem, że bajki lubią się mieszać. Wesołych Świąt! – to mówiąc pocałował ją w policzek.

Nie muszę dodawać, że te święta były dla niej cudowne i z niecierpliwością czeka na wesele przyjaciółki. Wybiera się tam z jej Mikołajem.

Przygotowała
Justyna Gul

Grudniowe życzenia
A wszystko przez dziadka