Zaczyna się zupełnie niepozornie… Czasem jest to zwykła ciekawość albo po prostu sposób oderwania się od codziennych problemów. Można przecież poznać wspaniałych ludzi (choć różnie z tym bywa), porozmawiać, wymienić się doświadczeniami, zapomnieć o całym świecie… Pierwsza „wizyta” nic właściwie nie znaczy, a może jest tylko „grą wstępną”? A potem powracamy. Ale codziennie i regularnie. Aż w końcu wpadamy w zamknięty krąg. Nie potrafimy już walczyć, „to” staje się silniejsze… Może to nasza wina, bo w porę nie powiedzieliśmy sobie kategorycznie „stop”! Czat jest rodzajem uzależnienia, „narkotykiem”, mechanizmem, nad którym tracimy kontrolę…

Odkrycie drugiego świata

„Odkryłem czata niedawno, jakieś półtora roku temu. Stały dostęp do komputera sprawił, że w sumie nudne przeglądanie stron nabrał całkiem nowego charakteru – w końcu można pogadać, spotkać się z kimś „naprawdę”. A co najważniejsze, możliwa jest całkowita anonimowość, która dodaje jakiegoś „smaczku”, ale pozwala oderwać się od szarej czasem rzeczywistości. Początkowo czatowanie nie miało złego charakteru…” – może tak zaczyna się twoja historia. A może dotyczy to twojego kolegi? Wirtualny świat rządzi się zupełnie nowymi prawami niż rzeczywisty. Na czatach zapominamy kim jesteśmy, o wartościach, którymi staramy się kierować w życiu, o naszych problemach, obowiązkach, a przede wszystkim o Bogu… Zacierają się wszelkie granice. Uciekamy od przytłaczającej, nudnej rzeczywistości. Czasami czat to właśnie forma relaksu od zmęczenia, przepracowania, nadmiaru odpowiedzialności…

Czatowy świat

W takim razie, czy na czacie są jakieś ograniczenia??? A może to tylko jeden wielki „show” w sieci, gdzie każdy przychodzi, by odegrać swoją rolę? Tam stajemy się takimi, jakimi chcielibyśmy być, nikt nam nie zabrania zmienić zawodu, miejsca zamieszkania, rodziny, dodać albo odjąć kilka lat. W rezultacie nie jesteśmy zwykłym panem Kowalskim, ale idealnym Jankiem. A poza tym przecież mamy nicka (swój pseudonim) i nikt nie może sprawdzić, czy mówimy prawdę… Ale my jesteśmy zauroczeni i zafascynowani nowo poznanym kolegą…

Kontrola na czacie?

Kiedy damy się porwać urokom czatu, przestaje się wszystko liczyć… Sami sobie tłumaczymy, że wchodzimy jedynie wtedy, gdy mamy ochotę. Ale to nieprawda. Kłamstwo kontroli odwiedzin czatu potrafi więzić nas przez długie miesiące, a nawet lata. Czat ze swoimi „atrakcjami” przejmuje kontrolę nad naszym życiem. A najgorsze jest to, że nie chcemy i nie umiemy zauważyć skutków tego, co robimy. „Tylko zajrzę, tylko zobaczę jaka będzie reakcja na nowy nick, tylko na chwilę, zaraz wyjdę itp.” – sami zaprzeczamy sobie, powtarzając to za każdym razem.

Czasem mówimy – koniec – ale tego samego dnia „zawiesza się nam pamięć” i znów wchodzimy na czata. Ukrywamy przed najbliższymi to, co robimy. Oszukujemy samych siebie, że wszystko jest w porządku, że trzymamy nad tym kontrolę. Stajemy się niewolnikami czatu. Nie umiemy bezwzględnie przyznać się do bezradności wobec jego miażdżącej siły… Nie potrafimy zatrzymać tego mechanizmu…

Pobudka!

Żyjemy między światem wirtualnym a rzeczywistym! Ale przecież musimy zauważyć, co się z nami dzieje… Zmęczeni do granic możliwości wymyślamy coraz to nowe „taktyki” selekcji poznanych ludzi! Mimo że organizm odmawia posłuszeństwa, my ciągle czatujemy na całego. Trudno jest sobie powiedzieć, że już nie potrafimy żyć bez czatu. Często mówimy sobie: „zrezygnować z czatu – żaden problem”, a jednak scenariusz się powtarzał! Świat bez wędrówek w wirtualną rzeczywistość wydał się nam szary i pusty. A w tym pędzie sami nie jesteśmy w stanie sobie pomóc… Często to najbliżsi odkrywają nasz problem. Dzięki ich staraniom w końcu możemy „przejrzeć na oczy”.

Jak wygląda moje życie? – pytamy. Czasem wręcz potrzebne jest spotkanie z psychologiem, żeby wszystko wróciło do normy. Może wtedy wreszcie rozumiemy, że nasza pierwsza wizyta na czaterii była wielkim błędem i przyniosła niespodziewane skutki… Trzeba po prostu obudzić się z tego koszmaru!

Uważaj!

Wydaje nam się, że korzystanie z czatu to coś niewinnego i nieszkodliwego. Pamiętajmy, że nie powinniśmy bezgranicznie wierzyć w to, co napisze nam nowo poznany kolega, bo może nas okłamywać… Dlatego nie dajmy wszystkim naszych e-mailów, telefonów i adresów, bo to może obrócić się przeciw nam. Uważajmy też na to, co mówimy, nie zwierzajmy się każdej nowo poznanej osobie. Zachowajmy ostrożność i umiar w odwiedzinach czatu! Nie dopuśćmy, żeby wirtualny świat przejął nad nami kontrolę!

Zaczatowani – zauroczeni

Mam nadzieję, że nikomu z naszych czytelników nie zdarzyła się taka historia… Zwróćmy uwagę, że każdy wynalazek ma ułatwić nam życie, dotyczy to również komputerów, internetu itd. Nie dajmy się ponieść urokom czatu… Bo jak raz wpadniemy w sieciową pułapkę to bardzo trudno będzie wrócić do rzeczywistości…

Przygotowała
OBSERWATORKA

Zwykły, szary człowieczek