Jak wczorajszy dzień pamiętam te 39 godzin, kiedy mój kumpel postanowił zaprosić dwie laski z okolic Szczecina i przenocować je w moim starym mieszkaniu – przenocować je i przy okazji nas 😉 Historia miała miejsce w styczniu 2002 roku, dokładnie w drugiej połowie stycznia. Marcin poznał przez neta pewną Kaśkę mieszkającą w okolicach Stargardu Szczecińskiego . Internetowa znajomość przerodziła się w tradycyjną korespondencję i telefony. Pisała mu o domku nad jeziorem, romantycznych chwilach na tarasie przy blasku księżyca… Nie wytrzymał i musiał pochwalić się swoim nowym podbojem. Spotkaliśmy się jak zwykle w Ogródku Jordanowskim, szybko przeszedł do rzeczy. Był początek stycznia, a więc wypad nad jezioro można było włożyć między plany na dalszą przyszłość, a Marcinowi paliło się, aby spotkać się z Kasią w realu. Pokazał mi jej zdjęcie: “ładna” – pomyślałem “ten to ma szczęście”…

Niewiele ponad miesiąc wcześniej przeprowadziłem się i nadal miałem do dyspozycji stare, w pełni wyposażone mieszkanie, więc zaproponowałem, aby zaprosił ją do Dębicy, to z chęcią załatwię mu to mieszkanie na noc czy dwie. Zadzwonił zaraz do niej i powiedział jej o mojej propozycji. Ucieszyła się, ale poprosiła o czas do namysłu. Po dwóch dniach dowiedziałem się, że zgodziła się przyjechać za dwa tygodnie razem z koleżanką, również Kaśką. Było jasne, że ta druga Kaśka do towarzystwa dla mnie 😉 Nikogo chyba nie zaskoczy to, że zacząłem wypytywać o nią, a dokładnie o jej wygląd. Dowiedziałem się, że jest wysoką, szczupłą blondynką z ładnym baleyage’m. Podobała mi się perspektywa miłego spędzenia czasu w towarzystwie takiej laski 😉

Dzień przyjazdu Kasiek zbliżał się wielkimi krokami. Dwa dni wcześniej zaczęliśmy sprzątać mieszkanie: wypucowaliśmy je tak, że jeszcze takiej czystości w nim nie widziałem 😉 Kolejnym etapem przygotowań była wyprawa do myjni samochodowej – lśniącym Fiatem 125p wróciliśmy do domu. Umówiliśmy się na sobotę (dzień przyjazdu dziewczyn), spotkać mięliśmy się na przystanku pod “Mechanikiem” jakąś godzinę przed przyjazdem pośpiesznego ze Szczecina. Wziąłem z domu kilka szklanek, kilka sztuk sztućców i parę innych rzeczy. Marcin także zabrał trochę z domu i zawieźliśmy to wszystko na mieszkanie.

Wszystko mięliśmy dokładnie zaplanowane: jednomyślni byliśmy co do tego, że takich dziewczyn nie ma sensu trzymać w domu: postanowiliśmy zaraz po przyjeździe zabrać je do najokazalszego sklepu w mieście – C.H. “Raj”, następnie jakiś spacerek, spotkania ze znajomymi, a na koniec wypad na dyskotekę, gdzie także liczyliśmy na obecność znajomych, którzy będą mogli podziwiać nasze panienki 😀

Na dworcu PKP stawiliśmy się jakiś kwadrans przed planowym przyjazdem pociągu. Marcin po drodze na peron zaliczył kwiaciarnię, w której kupił różyczkę (cały Marcin). Staliśmy na peronie i czekaliśmy na przyjazd pociągu. W pewnym momencie usłyszeliśmy komunikat o półgodzinnym opóźnieniu pociągu, toteż wróciliśmy do samochodu zaparkowanego przed budynkiem PKP i zapaliliśmy po szlugu. Minęło około 20-25 minut i znowu staliśmy na peronie, ale stwierdziliśmy, że w tym tłoku łatwo będzie przeoczyć nasze dziewczęta. Postanowiliśmy “obstawić” schodzy prowadzące z peronu do tunelu. Pociąg przyjechał, ludzie przeszli, ale naszych piękności nie było widać.

Ruszyłem w kierunku Marcina i zobaczyłem, że stoi jak wryty z zadartą w góre schodzów głową. Zaraz zauważyłem dwie niezdarnie schodzące po schodach dziewczyny. Jedna większa, z krzywymi nogami, farbowana, a druga ciemna szatynka, niska, której figura również pozostawiała wiele do życzenia. Nagle ta druga (mniejsza) przystanęła, strzeliła szeroki uśmiech Marcinowi i zobaczyłem promienny, ale szczerbaty uśmiech!

Momentalnie wcisnąłem głowę w kołnierz kurtki, aby nie zobaczyły, że pękam ze śmiechu. Otóż przypomniałem sobie, że jakiś tydzień (a może dwa tygodnie) wcześniej Marcin naprawiając samochód ułamał sobie połowę przedniego zęba i od razu przyszła mi do głowy myśl, że podczas pocałunków będą się zazębiać 😀 Ale Marcin zdążył naprawić swój ubytek i jego zgryz był bez zarzutu 😉

Ale ta myśl tak mnie bawiła, że nawet nie zwracałem na “swoją” Kasię, która również nie imponowała ani urodą, ani wdziękiem… Marcin bez słowa wręczył swojej różę i szybkim krokiem udał sie do samochodu. My za nim. Teraz był czas na pierwszy punkt programu: parada przez miasto i zakupy w Raju. Znałem Marcina na tyle dobrze, że wiedziałem, co zrobi: bocznymi drogami pojechaliśmy na zakupy do Plusa, z którego prosto na mieszkanie udaliśmy się także bocznymi drogami.

Zacząłem żałować, że przez te Kaśki odwołałem studniówkę, ale stało się… Dotarliśmy do domu, rozsiedliśmy się w fotelach i na łóżku, zapaliliśmy piecyk gazowy na butlę (tylko takim ogrzewaniem dysponowaliśmy). Początkowo rozmowa toczyła się między Marcinem, a “jego” Kaśką. Ta druga, “moja” Kaśka siedziała cicho, a ja zastanawiałem się, jak to możliwe, żeby tak wspaniały opis pasował do tak nieciekawej dziewczyny. Bo pasował: na oko 90 w biuście, zgrabna pupa, baleyage , długie rzęsy…

Marcin zapragnął zostać ze “swoją” sam na sam, a że w mieszkaniu tylko jeden pokój był ogrzewany, toteż poprosił, abym wziął “swoją” Kasie na spacer.
– Gdzie ja ją niby mam wziąść?! – zapytałem w kuchni
– Weź ją do kańciapy, jak nie chcesz się nią pochwalić kolegom – odpowiedział ze śmiechem. Ja także roześmiałem się i poszedłem zaproponować Kasi spacerek.

Poszliśmy do kańciapy, bo stwierdziłem w drzwiach od klatki, że zbyt zimno jest na spacerki. Siedliśmy na łóżku i Kasia przytuliła się do mnie, bo zimno jej było. Zgasło światło, poczułem pocałunek i pomyślałem “wcale nie jest tak nieśmiała, jak myślałem ;)”. Zanim wstaliśmy z wyra zapaliłem świeczkę, żeby później nie mieć problemów ze znalezieniem kontaktu.

Wstaliśmy po kilkunastu minutach. Włącznik był przy drzwiach, poszedłem włączyć elektryczne światło, a Kasię poprosiłem, aby zgasiła świeczkę, gdy już zapalę światło. Gasząc tą świeczkę schlapała sie woskiem…

Poszliśmy na górę. Marcin ze swoją Kasią leżeli w dużym pokoju, przytuleni do siebie. Gdy Kasia (ta Marcina) zobaczyła kurtkę “mojej” Kasi upapraną woskiem, zerwała się z łóżka i zaczęł drapać, przez co tylko pogorszyła sprawę, bo wosk wbił sie między włókna.

Olaliśmy kurtkę: nie czas sie przejmować kurtką. Ponownie rozgościliśmy się w pokoju. Włączyliśmy muzykę i w ruch poszło wino (Marcin przywiózł je z Budapesztu). Zanim je napoczęliśmy, zagraliśmy nim w popularną “butelkę” – nam to nie robiło różnicy, którą całujemy, ale Marcina Kaśka buntowała się… “Ona zakochana, czy ki chuj?” – pomyślałem. Tak to przynajmniej wyglądało. Do tego te jej spojrzenia, jakie co chwilę rzucała Marcinowi.

Około 21 Marcin ze swoją pojechali nad tamę – ulubioną miejscówkę Marcina. Wrócili przed 23, kończyłem wino z dziewczynami, bo Marcin nie pił.

Koło północy zadzwonił Paweł, który wiedział o wizycie dziewczyn z zachodniopomorskiego. Paweł miał wolną chatę, bo jego rodzice byli na weselu i postanowił zaprosić do siebie swoją dziewczynę, Agnieszkę. Wypożyczył też trochę filmów na video. Dzwonił do Marcina z prośba, aby ten odwiózł Agnieszkę do domu, bo wtedy będą mogli dłużej u Pawła pobyć (Agnieszka miała do domu wrócić najpóźniej o 1 w nocy). Marcin obiecał, że odwiezie Agnieszkę, ale tak pochłąnęły go pocałunki na podłodze, że o prośbie Pawła przypomniał sobie pięć minut przed pierwszą.

Zerwał sie na równe nogi, zwalając przy tym z siebie Kaśkę 😀 Ja również zerwałem się z wyra, gdzie leżałem w ramionach “swojej” Kasi, bo postanowiłem pojechać z Marcinem. Nie mogłem darować sobie okazji, by opowiedzieć Pawłowi jakie to “piękności” do nas przyjechały 😀

Podjechaliśmy pod blok Pawła, ale nawet nie czekaliśmy tylko popędziliśmy w kierunku osiedla Agnieszki licząc na to, że spotkamy ich gdzieś po drodze.

Dopiero pod samym blokiem Agnieszki zauważyliśmy ich. Zanim zaparkowaliśmy, weszli do klatki. Był jakiś kwadrans po pierwszej, może nieco później. Paweł wyszedł z klatki. Szedł szybko, a po jego krokach widać było, że jest zdenerwowany. W sumie nie dziwiłem sie mu, tym bardziej, że znałem go jak nikt: byliśmy zajebistymi przyjaciółmi.

Marcin zatrzymał sie obok Pawła, aby ten wsiadł, ale on to olał. Wysiadłem z auta i dogoniłem Pawła. Po paru słowach wyjaśnienia opowiedziałem mu o tym, jak naprawdę Kaśki wyglądają. Śmiał się z nas, najbardziej z Marcina, bo to w końcu on rozkochał w sobie jedną z nich, ale po wejściu do samochodu zachowywał sie chłodno w stosunku do Marcina. Miał żal do niego o to, ze zawalił.

Pod blokiem Pawła wysiadłem razem z nim. Paweł zaprosił nas do siebie, bo miał jeszcze jeden nieobejrzany film, trochę dobrego wina… Marcin odmówił, bo chciał juz do domu wracać. Pożegnaliśmy się, Paweł wziął psa na spacer i poszliśmy do mnie… i do Kasiek 😉 Siedziały jak na szpilkach, zanim przekręciłem klucz w zamku, one już stały w przedpokoju 😀 Jakież było ich zdziwienie, gdy zamiast Marcina zobaczyły Pawła i… psa.

Przedstawiłem ich sobie, Paweł powtórzył swoją propozycję obejrzenia filmu. Ten pomysł ani trochę nie przypadł do gustu Marcina Kaśce, która postanowiła czekać na swojego kochasia 😉 Za to mojej było to obojętne czy obejrzy film tu, czy na strychu, czy będzie to film czy wiadomości. Kompletna pustka… Zgodnie utrzymywaliśmy z Pawłem, że nie może sie nudzić, więc poszła z nami. Druga Kaśka wciąż czekała na Marcina. Przez cały czas zasypywała nas pytaniami “Kiedy wróci Marcin?”, więc czym prędzej wyszliśmy 😉

U Pawła od razu zrobiliśmy sobie kanapki i wpakowaliśmy się na wyro. Zajadaliśmy kromki popijając wytrawnym. Kaśka siedziała na pufie. Namawialiśmy ją, aby spoczęła na łóżku, jak nie naszym to drugim, ale chyba znowu się wstydziła. Wypiliśmy to wino, kiedy z wesela wrócił Pawła brat. Trochę wstawiony, powiedział, że już nie ma sił się bawić i przez to wrócił wcześniej do domu. Rodzice mieli wrócić nad ranem.

Poszliśmy do drugiego pokoju, rozmowa weszła na temat Kasiek, zaczęliśmy śmiać z nich, a że wszyscy trochę wypiliśmy, to wcale nie przejmowaliśmy sie dyskrecją: daje sobie łeb uciąć, że Kaśka wszystko słyszała. Damian (Pawła brat) coś napomknął o weselnej flaszce. Postanowiliśmy z Pawłem, że odprowadzimy Kaśkę do domu, a później wrócimy do niego i wytrąbimy weselną.

Paweł ma ciotkę w klatce, w której mieszkałem. Gdy wchodziliśmy po schodach (było coś koło trzeciej nad ranem), jego kuzyn, który też był na weselu, wyczaił go i powiedział, że jego rodzice już wracają z wesela. Z picia musieliśmy zrezygnować. Paweł popędził do domu, a ja wróciłem do domu, gdzie urzędowały Kaśki.

Zaczynałem mieć ich powoli dość. Spały w mniejszym pokoju, bo tam było cieplej. Zabrały obydwa grzejniki (gazowy i elektryczny) i cała pościel. Nie chciałem ich budzić, więc w kurtce, czapce i buciorach wpakowałem sie w fotel i tak miałem zamiar spędzić noc.

Powoli zacząłem zasypiać, wtem zapaliło sie światło, otworzyły drzwi i do pokoju weszła “moja” Kaśka, tarmosząc połowę pościeli. Nie była o dziwo zła na mnie za te docinki u Pawła, choć z pewnością je słyszała. Mimo wszystko głupio mi było z tego powodu, ale byłem zbyt zmęczony, aby o tym myśleć.

Pomogłem Kaśce pościelić łóżko, po czym z powrotem wbiłem się w fotel, ale zaprosiła mnie do łóżka. No cóż, byłem tak wyrąbany, że nie myślałem o niczym innym jak śnie, toteż rozebrałem się i wlazłem do wyra. Opatuliliśmy się mocno, bo grzejniki zostały w drugim pokoju razem z Marcina Kaśka i grzały ją, choć liczyła na inne źródło ciepła 😉

Od razu położyłem się na boku i zamknąłem oczy, ale ciało opuściła senność. Kaśka leżała mocno przytulona, mi kręciło sie w głowie, ona miała bardzo ładny perfum, ja byłem pijany…

Obudziło mnie nad ranem zimno… Nie wiem, która mogła być godzina ale pewnie gdzieś koło ósmej. Poprawiłem łóżko (był to narożnik, który czasem sie składał) i znowu trafiłem w objęcia pościeli i Kaśki.

Koło jedenastej do pokoju wszedł mój ojciec; wszedł i wyszedł mrucząc pod nosem, że pogadamy w domu. Wylazłem z łóżka, ubrałem się i zadzwoniłem po Marcina. Zjawił sie po niecałej godzinie z kanapkami, drożdżówkami i innym tego typu prowiantem. Nie miałem ochoty na śniadanie, ale udało mi się wepchnąć w siebie parę bułek.

Odwiózł mnie do domu na obiad. W domu nikt sie do mnie słowem nie odzywa. Przejąłem się tym (dziwne, gdyby mnie to nie ruszyło), ale szybko o rodzicach zapomniałem, bo ważniejsza w danej chwili była kwestia pozbycia się Kasiek; ta mniejsza tak bardzo liczyła na noc w ramionach Marcina, że chciała zostać tu na jeszcze jedną noc!

Sprawdziliśmy z Marcinem rozkład jazdy pociągów: bezpośredni miały o 18:27 (albo 18:37 – nie pamiętam dokładnie). Przed szóstą pojechaliśmy na mieszkanie do dziewczyn. Marcin wziął gitarę, zagrał parę wymownych piosenek z “Nie płacz Ewka” na czele, cały czas podkreślając, że to spotkanie, to już pożegnanie.

Zbliżał się czas odjazdu pociągu. Marcin stał w drzwiach od kuchni, a jego Kasia za wszelka cenę próbowała go pocałować – myślałem, że padnę ze śmiechu, jak widziałem jej podchody i jego uniki 😀

Zapakowaliśmy się w samochód i wyruszyliśmy na dworzec. Plan był taki, że Marcin staje na rondzie, wysadza nas, a sam jedzie zaparkować samochód, ja idę z dziewczynami na dworzec, po czym wychodzę pod pretekstem pokierowania Marcinem na parkingu. Plan się powiódł! One zostały na dworcu, a my pędziliśmy byle dalej od dworca.

Była niedziela – Dzień Babci. Marcin zawiózł mnie do mojej babci, sam wrócił do domu. Umówiliśmy się, że spotkamy się za dwie godziny na jednym parkingu, mniej więcej w połowie drogi. Marcin powiedział pół żartem, pół serio, że do jutra nie będzie odbierał żadnych telefonów na wypadek, gdyby Kaśki nie pojechały i dzwoniły do niego. Zasiedziałem się u babci. Byłem spóźniony dobre pół godziny. Poszedłem na wyznaczony parking, jednak nie zastałem tam Marcina.

Kawałek dalej była budka na monety. Nie miałem nic na koncie, więc postanowiłem skorzystać z automatu. Wrzuciłem złotówkę i wybrałem numer do Marcina na komórkę. Nie odbiera… Drugi raz dzwonie – nie odbiera. Przy trzeciej próbie upadła mi na chodnik moneta: odwróciłem się i już miałem schylić sie po nią, kiedy… dosłownie scenariusz z najczarniejszych snów: przede mną stały Kaśki!!!

Odebrało mi mowę… Z kompletnie zbaraniałą miną gapiłem sie na nie, nie wiedząc co począć. Nie mogłem pojąć jak to możliwe! Przecież już prawie były w pociągu! Zapytałem, co one tu robią: w odpowiedzi usłyszałem, że nie wsiadły do pociągu, bo się nie pożegnały, a raczej Marcina Kaśka nie pożegnała się z nim… Byłem zrezygnowany, żeby nie powiedzieć: zrozpaczony.

Już zamierzałem zabrać je na mieszkanie, ale pomyślałem: “dość! W domu wszyscy wkurwieni na mnie, a Marcin ma w dupie i nie odbiera telefonu!”. Zaprowadziłem je do Marcina, ale nie było go w domu. Postanowiły zaczekać na niego pod klatką. Pożegnałem sie z nimi mówiąc wprost, że w domu są na mnie wściekli i poszedłem. Nie wiem, która godzina była, ale chyba cos koło 22. Poszedłem do domu.

Wszyscy spali, tylko ojciec oglądał jakiś film w TV. Powiedziałem mu, żeby sie nie wkurzał, że wcale nie jestem zadowolony z tej wizyty i że już ich nie ma. Poszedłem do pokoju, zacząłem pisać jakiś referat, kiedy zadzwonił telefon. Dzwonił Marcin… “Czego on, kurwa, chce?!” – wkurzyłem się.

Chciał, żebym zszedł pod klatkę. Ubrałem klapki i wyszedłem. Stał pod klatką i palił papierosa. Zapytałem, czy widział się z nimi, wtedy on zaczął się strzępić, że przysłałem je pod jego blok… Po tych słowach ostro zjebałem go, że on je zaprosił, a później się wykręca od wszystkiego i przez niego nie pojechały.
W końcu zrezygnowany zapytał:
– “I co teraz?”.
Też zapaliłem i zaczęliśmy pod klatką układać plan pozbycia się Kasiek, które siedziały w jego samochodzie. Wymyśliliśmy, że walniemy im ściemę, że mają co godzinę pociąg z Krakowa, a pociąg do Krakowa niebawem odjeżdża, więc na przesiadkę powinny sie spieszyć. Na wszelki wypadek pożegnałem się, z Marcinem także i poszedłem do domu. Po jakiś czterdziestu minutach SMS: “Pojechały!”

Zasnąłem spokojnie 🙂

Przygotował
Marcin Szumański
szuman.wudeka.net

Zgubiony miś
Definicja miłości...