Znałam kiedyś człowieka niezłomnego, twardego jak skała. Lata nie przygięły do ziemi jego postawnej sylwetki, czas jakby nie dokonał spustoszeń w jego ciele. Jedyna oznaka upływających zim, to kolejna bruzda na jego pomarszczonych, wysmaganych wiatrem i słońcem policzkach i czole.

Nazywali go „Burkliwym”, „Niemotą”, dla mnie jednak stanowił studnie mądrości i życzliwości. To on nauczył mnie kochać i szanować przyrodę. Teraz wiem, jak pięknie może świecić życiodajne słońce i ile jest odcieni błękitu. Niemal fizycznie czuje ból zranionego zwierzęcia, smutek i rozgoryczenie ludzi.

Pokazał mi jak przycinać róże, sadzić byliny i rozmawiać z ptakami. Jak dawać światu całą siebie, ale też i korzystać z bogactwa natury wzbogacając siebie i swoje doznania.

Zawsze mówił, że na świecie jest równowaga. Wszystkie procesy odbywają się intuicyjnie. Nie istnieją żadne bariery i ograniczenia prócz tych narzuconych sobie samemu.

Dążenie do samorealizacji, samodoskonalenia było dla niego pojęciem wrodzonym; siłą, której nie należy stawiać oporu.

Uczył mnie też, jak kształtować swoje życie, by było pełne koloru, piękna i miłości. Pokazał co znaczy bezinteresowna miłość i przyjaźń jak wiele człowiek może dać człowiekowi.

Zawsze żył w zgodzie z własnym sumieniem, mówiąc, że w przeciwnym wypadku nie zaznałby odpoczynku. Nauczył mnie dokonywać właściwych dla mnie wyborów i bronić jak lwica własnego zdania, poglądów i przekonań. Tłumaczył jak krucha i złudna jest ludzka uroda, ale jak źle jest o nią nie dbać.

Dbał o rozwój mojej duszy i umysłu. Godzinami siedzieliśmy w biednej wiejskiej chacie słuchając na starym adapterze muzyki Bacha i Mozarta, czytaliśmy książki klasyków literatury.

Pokazał, jak wiele zależy od właściwego spojrzenia na świat, na problemy i jak wiele można osiągnąć idąc za głosem serca.

Ludzie odsuwali się od niego mimo, że ich tak kochał. Był samowystarczalny, rozmawiał z ptakami i roślinami, słuchał muzyki wiatru. To właśnie ta inność ich przerażała. Nigdy nie żył pod dyktando innych, kreował swoją własną rzeczywistość.

To on był wszechświatem. To wszechświat był w nim.

Przygotowała
Justyna Gul

My, dwie Kaśki i wolna chata...
Grudniowe życzenia