Od pewnego czasu oglądając „Wiadomości” zastanawiam się, czy kolację zjem jeszcze w tym wcieleniu, słuchając w nocy „Faktów” w radio zastanawiam się, czy rano obudzę się w jednym kawałku. Czy można żyć w świecie, gdzie giną ludzie za to, że wierzą w innego boga, gdzie w biały dzień za pomocą cywilnych samolotów – torped zabijane są tysiące niewinnych istnień? W świecie, w którym policjant pilnujący ciężarówki ze skradzionym sprzętem RTV traci życie.

„Jaser Arafat musi zginąć! To wszystko przez niego!” – krzyczą jedni. „Jeśli Arafat zginie, świat pogrąży się w wojnie, a samoloty będą spadać na miasta niczym deszcz!” – wrzeszczą inni. Świat już pogrążył się w wojnie, był pogrążony niemal od zawsze. Zniszczenie ogarnia coraz większe obszary, coraz więcej ludzi ginie bez powodu. Dlaczego? W kółko słyszę, że człowiek jest zwierzęciem stadnym, lecz stado nie ginie z własnej ręki. Często człowiek nie może znieść widoku sąsiada. „To mój teren! Ja tam powinienem mieszkać!” – krzyczy obudzony w nas dzikus. Świat jest wystarczająco duży, by utrzymać szarańczę zwaną rodzajem ludzkim. Więc dlaczego dochodzi do wojen na Bliskim Wschodzie, ataków terrorystycznych, a cztery ludzkie istnienia wycenia się na 10.000 zł?

Wszystko się bierze z tego, że wielu ludzi nie może znieść inności. Inność religijna, homoseksualizm, inny kolor skóry, nawet inna fryzura są przyczynami konfliktów. W najlepszym wypadku „inny” zostanie obrzucony stekiem wyzwisk, w najgorszym katolicy wymordują buddystów. W imię czego? Boga? Jaki bóg ma wyłączność na rodzaj ludzki, a innowierców każe zabijać? Pytam, jaki? A może to właśnie kara boska? Nie wiem. I mam nadzieję, że się nie dowiem, bo obawiam się, że nie przeżyję uświadomienia.

Kiedyś moim marzeniem było mieć mnóstwo kasy. Teraz pragnę jednego – umrzeć naturalnie – ze starości. Nie w zagładzie atomowej, nie na chorobę popromienną, nie jako bohater narodowy w trzeciej wojnie światowej. Obiecuję, nie będę na tym świecie siedział długo, a potem sobie pójdę do diabła. I róbcie co chcecie – możecie nawet w mojej trumnie podłożyć bombę i wysadzić ją na moim pogrzebie – mnie to zwisa. Ale pozwólcie nam, pacyfistom, przeżyć swoje życie tak jak chcemy, bez ukrywania się przed żołnierzami, bez zwracania uwagi na tajemnicze pakunki w zaludnionych miejscach, bez ucieczek z pomieszczeń, gdzie jest ciasno od kul. Tolerujcie inność – jeśli jesteś katolikiem, a nie cierpisz żydów, stawiam ci pytanie: Czym oni się od ciebie różnią? Są tak samo ludźmi jak ty, są taką samą zarazą trawiącą ziemię od zarania dziejów jak my wszyscy. Są takimi samymi organizmami jak katolicy, protestanci, prawosławni, hindusi i pozostali, bliżej nieokreślonego wyznania.

Niejednokrotnie przyrównałem rodzaj ludzki do szarańczy czy zarazy – nie dziwcie się. Człowiek jest pasożytem, który chwieje równowagą w przyrodzie niczym tornado małym drzewkiem. Nie zawsze tak było. Wrosło jednak już tak głęboko w naturę ludzką, że nie ma szans tego wykorzenić, przynajmniej do czasu, aż zabraknie zasobów naturalnych – być może wtedy się opanujemy. Jednak nie dlatego wstydzę się swego gatunku. Nie jesteśmy nawet kanibalami, gdyż oni zabijają przedstawicieli swojego gatunku po to, by się pożywić. A człowiek? _Bez przyczyny._ Często wymyśla sobie powód, na przykład „Ten naród władował nam się na ziemie, na których mieszkaliśmy od tysięcy lat.” I co z tego??? Nie zmieścicie się??? Gość w dom, Bóg w dom – tak mawiają. Chyba, że u was brzmi to tak – Gość w piach, Bóg w dom??? Gdyby u was nie było pożywienia (zupełnie jak na pustyni), a ofiary byłyby zjadane, zrozumiałbym, bo to naturalna kolej rzeczy – w stadzie na pustkowiu najsilniejszy nie będzie głodny. Ale… najpierw strzelać, potem pytać? Nie zapomnijcie, kto pierwszy wyciągnął broń.

Możecie się zabijać dla sportu, OK, ale zabijajcie tylko chętnych i z daleka od innych osób. Najlepiej na innej planecie. Albo w samolocie – a jak wam miejsca zabraknie, za drzwiami jest go więcej. Powyskakujcie bez spadochronu z 10.000 m i będzie spokój. Są ludzie, którzy chcą dożyć wesela swoich wnuków – serio. A tak poza tym – spójrz w niebo – może ujrzysz smugę z silnika atomowej rakiety przeznaczenia? Jeżeli nie dożyjemy swego naturalnego końca, życzę wszystkim znalezienia się w epicentrum wybuchu jądrowego. Uwierz – lepiej umrzeć szybko, niż umierać przez wiele tygodni na nowotwór czy chorobę popromienną. Lepiej stracić życie w ułamku sekundy niż zginąć we śnie zadławiwszy się własną krwią…

Przygotował
Gwyndhu – gwyn@poczta.fm

Oceń ten artykuł


Antysemityzm