Ten tekst będzie o moim nawróceniu na bezkomórkową drogę. Skierowany jest do osób które mają już „Słuchawkę” bądź zamierzają ją kupić.

Po jednej z moich żeglarskich podróży zostało mi sporo kasy. Pomyślałem że nareszcie mogę spełnić swoje marzenie i nabyć to o czym o dawna marzyłem. Komórka – ma ją wielu moich kumpli. Bez przerwy otrzymują SMSy, rozmawiają, mają dobry kontakt – pomyślałem: dlaczego ja mam być gorszy? I kupiłem. Co prawda nie na abonament tylko na kartę – i to był dodatkowy minus. Ale po kolei. Coś zaczęło się psuć około dwóch miesięcy później. Zdałem sobie sprawę z tego, że goście od marketingu to niezłe cwaniaki. SMSy wysyłałem często – tu jakaś imprezka, to po piwko trzeba skoczyć, a to koleżanka ma problem i chce się spotkać, a to głupie pytanko w stylu „co słychać u ciebie?”. I jak ja mam, kurwa, odpowiedzieć na takie coś, mając do dyspozycji 160 znaków?

No i nadszedł dzień, kiedy powiedziałem sobie dosyć! Wstaję rano – sprawdzam komórkę. Są dwa SMSy. Jeden – kuzyn pyta czy mam drukarkę do dyspozycji, drugi – pozdrowienia znad morza. Wychodzę do kiosku. Kiedy płacę za gazetę dzwoni komórka. SZLAG – myślę i pospiesznie odchodzę od miłej pani przy okienku. Koleżanka dzwoni i informuje mnie że nasze spotkanie nie dojdzie do skutku bo… – nawet mi się nie chciało słuchać dlaczego. W drodze powrotnej następny SMS.

Chłopaki umówili się na piwko i pytają czy do nich dołączę. W domu odpisuję na SMSy. Jadę na miasto. W autobusie uaktywnia się wibracja – terminarz przypomina o tym, że miałem zadzwonić do kumpeli. Kiedy wysiadam z autobusu od razu dzwonię – to wstyd tak po chamsku nie dzwonić kiedy się obiecało. A obiecać przecież tak dziwnie łatwo. Ale najgorsze miało nadejść. Wracam do domu i ojciec wysyła mnie po zakupy. Kupuję co trzeba i wracam do domu kiedy dostaję następnego SMSa. „I kup jeszcze olej” DOSYC!!! Diabli mnie wtedy wzięli.

Co mnie tak denerwowało? To, że bezustannie byłem w zasięgu ręki. Łatwo coś przekazać, nakazać, o coś poprosić nawet nie fatygując się osobiście. Niektórzy mają też głupi zwyczaj podsyłania pseudo – śmiesznych rysunków. Np. jak facet wali konia, jak miś puszcza bąka itp. W dodatku o kant dupy można rozbić twierdzenie że SMS jest tańszy niż rozmowa. O nie. Naprawdę myślisz, że nasi operatorzy są tacy kochani i biorą minimalne opłaty za te SHORTy? Jest WRĘCZ PRZECIWNIE! Od tamtego czasu jakimś dziwnym szacunkiem zacząłem darzyć osoby „niezkomórkowane”. Nie mówię, że jak ktoś ma komórkę, to go olewam albo coś takiego, nie. Ale teraz mogę spokojnie skoczyć po gazetę, dwa razy do sklepu (ten cholerny olej) i do miasta. Wiem, że wystarczy wyłączyć komórę i spokój, ale tak naprawdę jest to niemożliwe.

Wyłączysz, a tu przyjdzie ważny SMS z jakimkolwiek pytaniem. A potem osoba która czeka na naszą odpowiedź odnosi wrażenie, że ją olewamy. Poza tym już po chwili korci cię żeby sprawdzić czy nic nie przyszło (pół biedy jeśli nie). Wiem to z doświadczenia. No więc stało się – oddałem komórkę do skupu. To był desperacki krok, bowiem straciłem prawie połowę wartości urządzenia. I wiecie co? Wcale tego nie żałuję. Kiedy już dokonałem transakcji poczułem się tak jakbym stracił rękę, a wraz z nią kajdany. Komórka to wspaniałe piekło – tak bym to określił. Ale – pomyślałem sobie – rok temu nie miałem tego bajeru i było OK. Więc postanowiłem zacząć od nowa.

Owszem – czasami komórka jest potrzebna – wypadek czy coś. I to jest plus (to nie reklama) dla tych małych szatanów. Biznesmen również niewiele zdziała bez najnowszego modelu NOKIA (prestiż i praktyczność). A szpan komórkowy wcale się nie skończył. To prawda że przyzwyczailiśmy się do widoku słuchawek w autobusie, pociągu, w sklepie, na poczcie czy na basenie (o kurczę!). Ale teraz trwa niezdrowy szpan KLASY komórki. Niejeden raz słyszałem „aaa, to ja mam lepszą, bo NOKIĘ 3310.

Ale ja mam ich serdecznie dosyć. Jestem wolny!

Na podstawie własnych doświadczeń napisał
Odis Sennafield (dawny Odis Banshee)

Telefony komórkowe, po prostu smycz
Oceń ten artykuł


Największym zagrożeniem w sieci jest...