– I co teraz zrobisz? – zapytała Kaśka przysiadając na ogromnej puchowej kanapie

– Nic. Znienawidzę do końca życia Walentynki. Kto wymyślił to głupie i komercyjne święto? Zająłby się ten Święty Walenty chorymi i do uczuć się nie mieszał.

– To dziwne, bo jeszcze wczoraj sama przekonywałaś mnie, jak to cudownie celebrować swoją miłość i nawet kupiłaś kartkę walentynkową.

– No właśnie, teraz tą tandetną pocztówkę to sobie mogę wsadzić…

– Do książki jako zakładkę-uprzejmie dokończyła moja przyjaciółka – A tak właściwie to taka niechęcią powinnaś darzyć tylko Wojtka bo święto Ci nic nie zrobiło.

– Tak czy siak czuje, ze to będzie tragiczny dzień. Najlepiej będzie jak zaszyję się w domu i posprzątam wreszcie w szafie – wymruczałam bardziej do siebie niż do Kaski – A co do niego, to nie rozumiem, jak mógł ze mną zerwać przed Walentynkami – dodałam z płaczem.

Wczoraj bowiem mój Wojtek, wielka romantyczna miłość oznajmił, że w Polsce dla siebie przyszłości nie widzi i wyjeżdża. Kiedy pod wpływem chwili wyraziłam gotowość natychmiastowego podążenia za nim spuścił tylko wstydliwie oczy. Przyznał, ze towarzysza podróży już znalazł. I to kogo?! Zośkę, tą ufarbowaną na rudo sekretarkę z jego pracy. Prychnęłam dziko na samo wspomnienie tej rozmowy.

– Daj spokój. Zawsze Ci mówiłam, że do siebie nie pasujecie-pocieszała mnie Kaśka-A co do jutrzejszego dnia to zawsze możesz iść z nami do kina na romantyczną komedię. Będzie fajnie.

– Nie dzięki – wymruczałam – czułabym się jak piąte koło u wozu. To wasz dzień i żadna przyczepka nie jest potrzebna.

– To może urządzimy podwójną randkę? – Kaśka nie dawała za wygraną-Darek ma samotnego kolegę, dziewczyna rzuciła biedaka dla innego.

– O nie! – zaprotestowałam – Wieczór spędzony na użalaniu się nad sobą może być tragiczny, ale spędzony na użalaniu się nad innymi to horror.

– No dobra, jak chcesz – moja przyjaciółka wzruszyła ramionami i zbierała się do wyjścia – Idę bo lecę z nóg, a jutro musze wyglądać kwitnąco. Tobie też przydałby się dobry sen. A jakbyś zmieniła zdanie, to wiesz gdzie mnie szukać.

Zebrałam tylko filiżanki po kawie, a mając „w nosie” dietę, przegryzłam paczkę ciasteczek (bo przecież już nie mam dla kogo się starać) i położyłam się do łóżka. Bardzo meczące jest to użalanie się nad sobą.

Św. Walenty przywitał mnie promieniami słońca zalewającymi sypialnię. Sen jest jednak cudownym lekarstwem na smutki, bo postanowiłam zamiast porządków w szafie postanowiłam zająć się przygotowaniem pysznego śniadanka i spacerkiem.

Kiedy wracałam z torba chrupiącego, gorącego pieczywa marząc tylko o czarnej, aromatycznej kawie, wpadłam na pewien pomysł. Wstąpiłam do właśnie mijanej kwiaciarni znęcona wspaniałym wystrojem witryny. Wiadomo – Walentynki to jeden z najlepszych dni dla interesów tego rodzaju.

Za ladą stał wysoki, szczupły chłopak i zręcznymi ruchami wiązał czerwoną kokardę przy wspaniałym bukiecie. Z piersi wyrwało mi się westchnienie, kiedy pomyślałam, ze takie kwiaty mogłabym dostać od Wojtka, gdybyśmy byli razem. Sprzedawca zaskoczony podniósł wzrok.

– Przepraszam nie widziałem jak Pani weszła – uśmiechnął się – W czym mogę pomóc?

– Ja….-zająknęłam się zauroczona tym uśmiechem – ja właściwie nie wiem, Weszłam pod wpływem impulsu. Bo chciałam… chciałam dostać kwiaty na Walentynki.

Mężczyzna spojrzał na mnie bacznym okiem i spośród morza kwiatów zalewających pomieszczenie wybrał maleńką doniczkę z różowym hiacyntem.

– Ten będzie dla Pani odpowiedni – wyszeptał podając mi naczyńko.

– Dziękuję – odparłam zaskoczona bo nagle poczułam jakby pomiędzy naszymi palcami przeskoczyła mała iskierka. Mocniej ujęłam doniczkę i zapytałam niepewnym głosem – Ile płace?

Sprzedawca spojrzał się jakby nie rozumiejąc pytania, po czym pokręcił przecząco głową – Przecież chciała Pani dostać prezent na Walentynki. Za podarki się nie płaci. Wszystkiego najlepszego z okazji święta zakochanych.

– Wszystkiego najlepszego – odparłam i z tym cudownym kwiatem ruszyłam w stronę domu. Byłam tak mile zaskoczona zachowaniem sprzedawcy, że nagle cały świat wydał mi się piękny.

Ledwie weszłam do mieszkania, złapałam za słuchawkę – Słuchaj Kaśka – zaczęłam zdyszana – Czy to spotkanie jest aktualne? Pójdę z wami na tą podwójną randkę.

– Z nieba mi kochana spadłaś – westchnęła przyjaciółka – Dopiero co ten samotny dzwonił i pytał się czy będziesz.

– A co mi tam – odparłam uradowana patrząc na kwiatka – Będę!

xxx

Umówiłyśmy się pod kinem. Jakie było moje zdziwienie, kiedy na miejscu okazało się, że porzucony kolega Daniela to… sprzedawca z kwiaciarni.

– Widziałem twoje zdjęcia u Kaski i jak tylko weszłaś do kwiaciarni wiedziałem, że to ty – uśmiechnął się rozbrajająco – I wiedziałem, ze lubisz hiacynty. Dlatego mam coś jeszcze dla ciebie.

Z papierowej torby wyciągnął identyczną, jak stojąca u mnie w domu doniczkę. Tym razem wypełniał ją lekko niebieskawy kwiat.

Nie muszę dodawać, że już drugi rok te kwiaty zdobią nasz okno

Przygotowała
Justyna Gul

Walentynkowe hiacynty
Oceń ten artykuł


Świętego Walentego...
Czy zakochanie i miłość to jedno?