„Fast food” jest znany wszystkim, od niemowlaków w kołysce, po emerytów i rencistów. Z wielkim żalem obserwuję małe dzieci opychające się tłustymi hamburgerami, cheeseburgerami i frytkami. A czy ktoś słyszał o „slow foodzie”?

odczas ankiety zapytano 60 osób, czy słyszały kiedykolwiek o „Slow food”. 10% ankietowanych odpowiedziało „tak”, natomiast 90% „nie”. Ten wynik świadczy o tym, że najczęściej interesujemy się tym, co smaczne i niezdrowe, a także dobrze promowane. A co z przysmakami lokalnymi, które nie są już tak bardzo „na topie”??

Według Wikipedii „Slow food” to organizacja i jednocześnie ruch społeczny skupiający osoby zainteresowane ochroną tradycyjnej kuchni różnych regionów świata i związanych z tym upraw rolnych i nasion, zwierząt hodowlanych i metod prowadzenia gospodarstw, charakterystycznych dla tych regionów. Organizacja założona została w 1986 roku przez Carlo Petriniego we Włoszech jako opór przeciwko rosnącej popularności barów fast food. Obecnie ruch ten opisuje siebie samego jako ekogastronomiczna frakcja w ruchu ekologicznym, chociaż wielu mówi również o kulinarnym skrzydle ruchu antyglobalistów.

Do najważniejszych zadań „Slow Food” należą: ochrona i promocja lokalnych i tradycyjnych sposobów produkcji żywności, kupowanie żywności lokalnej produkcji z użyciem tradycyjnych metod wytwarzania, organizacja banków nasion w celu zachowanie naturalnej różnorodności upraw, niewielkich wytwórni żywności, zwłaszcza szybko psującej się (np. rzeźnie) oraz obchodów dni lokalnej kuchni dla chronionych regionów produkcyjnych. Organizacja również prowadzi działania w kierunku edukacji na temat ukrytego ryzyka spożywania fast foodów, ryzyka upraw monokulturowych i opierania się na zbyt jednolitych genetycznie źródłach upraw oraz lobbingu* na rzecz zmian w polityce rolnej, mających na celu wsparcie dla farm organicznych, przeciw genetycznym modyfikacjom żywności i używaniu pestycydów.

Jednym z najważniejszych haseł „Slow Food” jest „Obrona prawa do smaku!”. Organizacja ta prowadzi bardzo ciekawy projekt o nazwie „Arka Smaku”. „Arka Smaku” swoją koncepcją przypomina biblijną Arkę Noego. „Mali i zagrożeni zapomnieniem producenci żywności dostają szansę odnalezienia się na potężnym światowym rynku, preferującym przecież produkty masowe i siłą rzeczy pozbawione wartości smakowych, estetycznych i kulturowych.” (info: www.slowfood.pl). Wśród polskich produktów objętych projektem Arki Smaku znajdują się: żyjąca tylko w Małopolsce czerwona krowa, będąca pod opieką ojców cystersów ze Szczyrzycu, oscypki produkowane przez baców oraz miody pitne Macieja Jarosa. Stowarzyszenie oferuje wiele ciekawych spotkań, a także wyjazdy. Na stronie organizacji można znaleźć przepisy na pyszne smakołyki np. bombolki z masłem i miodem lub sałatkę z bundzu i pomidorów oraz restaurację rekomendowaną przez „Slow Food”. Smacznego, zdrowego jedzonka!

*lobbing – oddziaływanie, wywieranie wpływu w kulturach

Przygotowała
Gabriela Tomasik

Oceń ten artykuł


Dzień zmarłych w rytmie 'fast food'
Death in All That Jazz