Szła obok Niego. Obok. Czy to nie wystarczająco poniżające słowo dla kogoś kto kocha?- pomyślała. Była młodą, z wyglądu niczym nie wyróżniającą się dziewczyną. Dominika. Okropne imię, kto normalny daje dziecku na imię Dominika? „Dominika od słowa dominicus- oddana Bogu”. Ojej…oddana na służbę, czy jak?- pomyślała z ironią, która od razu znalazła odzwierciedlenie w uśmieszku na jej twarzy. Uniosła dłoń ku twarzy, założyła niesforne włosy za ucho i spojrzała na Niego. On. Przystojny, bo jak inaczej nazwać wysokiego bruneta z cudownymi, szafirowymi oczami, promiennym uśmiechem i szerokimi ramionami w które tak bardzo lubiła się wtulać. Specjalnie dla niej używał czerwonego Hugo Bossa, bo wiedział, że uwielbia ten zapach. On. Na jej ustach zagościł znowu ten sam ironiczny uśmieszek. Pojawił się równie niespodziewanie jak Jego dłoń na jej ramieniu.

– O czym myślisz?- spytał, a ona z niedowierzaniem zamrugała oczami. Pierwszy raz ktoś zadał jej to pytanie, pytanie które wg niej, było wyrazem ogromnego zainteresowania czyjąś osobą. I to właśnie pan Piękny, zadała pytanie, które miało dla niej wielką wagę- kolejna drwiąca myśl w ciągu 2 minut. Odchyliła głowę do tyłu i wybuchnęła wymuszonym śmiechem, który wprawił Go w zakłopotanie i automatycznie Jego oczy zdawały się pytać: o co chodzi?

– Myślę o Tobie. Czemu Ty, przystojny, z dużym powodzeniem, cudownym poczuciem humoru, inteligentny, idziesz teraz OBOK mnie? Dobrze, że jest to OBOK, bynajmniej mam świadomość że nie wybrałeś mnie „całej”.

-Właśnie dlatego… Jesteś inna od tych wszystkich pustych panienek, poprawiających swoje 3 warstwy makijażu na mój widok. Bo mam Cię OBOK, bo przy Tobie OBOK mnie przeraża-a ja lubię ten lęk-i zmusza do wysiłku, dzięki któremu uda mi się jak to określiłaś „wybrać Cię całą”. –odpowiedział i oparł podbródek na jej głowie, wdychając cytrusową woń jej włosów. Odsunęła się od Niego i zapytała, tonem, który On tak bardzo lubił, bo wiedział, że Ona mu wierzy, ale po prostu chce potwierdzenia, które rozczuli jej twardą, mocną w przekonaniach- wg niego ta siła wewnętrzna była lekko udawana-osobowość:

– Naprawdę?

– Tak misiaczku. Wiesz, co? Dwie ulice dalej otworzyli nową kawiarnie i jak rozumiem teraz tam pójdziemy, bo chyba nadal uwielbiasz kawę? – jego słodki uśmiech zawsze sprawiał, że chciała go całować, przytulać i ściskać tak mocno, żeby wszyscy wiedzieli, że ON jest tylko jej.

Szli trzymając się za ręce, śmiejąc z anegdot, które On opowiadał, a ona zmieniając barwę swego głosu powtórnie powtarzała. Przechodnie patrzyli na nich z czułością, z jaką patrzy się na małe, niewinne i rozkoszne dziecko, nieświadome okrucieństw tego świata. Tak- kiedy byli razem świat wydawał im się piękny, sprawiał wrażenie równie szczęśliwego jak oni.

– Tunel… -powiedziała cicho, gdy dochodzili do ciemnego wejścia podziemnego tunelu miejskiego.

-Mówiłaś coś Dominisiu?- spytał.

-Nie, nic…-odparła równie cicho i złapała go mocno za dłoń.

-Ała, to boli. Wiem, wiem, jestem tak kochany, że nie chcesz mnie puszczać, ale proszę, nie tak mocno.

– Przepraszam…

Minuta, którą spędzili w owym tunelu wydawała jej się godziną. Nie lubiła tuneli. Bała się ich. Promyk światła z latarni oświetlił jej twarz i w tedy On zauważył, że jest strasznie blada.

– Coś się stało? Źle się czujesz?- zaniepokoił się.

– To przez ten tunel… – odparła.

– Nigdy nie mówiłaś, że masz klaustrofobie.

– Bo nie mam. Usiądźmy na tej ławce, dobrze?

– Oczywiście. Dojdziesz?- troska w Jego głosie wywołała czuły uśmiech na jej twarzy. Gdy usiedli na jednej z tych metalowych, niewygodnych i pordzewiałych miejskich pseudoławek, Dominika zaczęła cicho mówić.

– Nie lubię tuneli. Zawsze się ich bałam. Jestem dzieckiem…- w jej oczach pojawiły się łzy.

-Misiu, nie jesteś już dzieckiem. Ja tak o Tobie nie myślę. Dla mnie jesteś bardzo dojrzała jak na swój wiek. Nie jesteś głupiutka jak Twoje rówieśniczki, wiesz o tym przecież.

– Wiem. Daj mi dokończyć. Proszę nie przerywaj mi. Jestem dzieckiem. Dzieckiem, które musi przejść przez długi, ciemny tunel, trzymając w dłoni swego ukochanego misia, który był przy dziecku od momentu urodzenia. Był dla dziecka cenny. Kiedy dziecko dochodzi do końca tunelu, widzi światło… Jest piękne, wręcz cudowne przy tej ciemności panującej w tunelu. Ciemności, która robiła się nudna i zdawała się męczyć i ograniczać dziecko.

Jasność. Gdy dziecko znajduje się już poza tunelem, uświadamia sobie, że nie ma swojego kochanego misia. Pierwszą reakcją jest płacz, desperackie szukanie zabawki wokół siebie. Nigdzie go nie ma. Rodzice pocieszają dziecko, mówiąc, że jest już duże i wcale nie potrzebuje misia. Obiecują, że kupią dziecku np. psa, sądzą, że on pokaże dziecku inną radość, nauczy czegoś nowego. Zaślepione naiwnością dziecko pokornie się zgadza. Z czasem zapomina o misiu. Dopiero gdy dziecko nie jest już dzieckiem, gdy dorosło, zaczyna dostrzegać brak misia – symbolu błogości, spokoju i szczęścia z dzieciństwa. Ale misia już nie ma… Widzisz Łukasz (nie lubiła używać zbyt często Jego imienia, było ono dla niej wręcz święte)za każdym razem, gdy wkraczam w kolejny etap mego życia – ciemny tunel – gubię coś bezpowrotnie – moje ukochane misie. Utraciłam wiarę, ale już przyzwyczaiłam się do jej braku, radzę sobie sama. To chyba nawet nauczyło mnie samodzielności, bo w trudnych momentach nie padam na kolana i nie błagam Boga jak inni o pomoc, wskazanie właściwej drogi… Radzę sobie sama. Ale teraz mam przecież jeszcze miłość, którą jesteś Ty i nadzieję…

– Po jej policzkach popłynęły łzy. Jej słowa tak bardzo Go wzruszyły, poczuł się najważniejszy w jej życiu. Po drugie nigdy nie powiedziała Mu o utracie swje wiary. Nie rozmawiali na temat religii. -Kochanie, nie opuszczę Cię. Jestem misiem przypiętym do Ciebie szelkami, rozumiesz? Kocham Cię – moja miłość to szelki. Kocham! Kocham! Kocham Cię! Przytulili się do siebie i przyrzekli sobie, że już zawsze będą razem. Ta nastoletnia przysięga złączyła ich na zawsze. Po paru latach wzięli ślub (cywilny, z racji jej przekonań, które On uszanował),zajęli się pracą, gromadzeniem pieniędzy z które kupili dom, samochód, wyjeżdżali w zagraniczne podróże. Ciągle potrafili cieszyć się sobą nawzajem, jak w tedy, gdy mięli po naście lat i szli ulica ku tunelowi…

Jak w każdym małżeństwie, im także zdarzały się kłótnie, nieporozumienia, ale zawsze znajdowali kompromisowe porozumienie.

Ta sielanka nie trwała jednak długo. W szóstą rocznicę ich ślubu, przy jak zwykle w taki dzień, uroczystej kolacji, Łukasz powiedział:

– Muszę powiedzieć Ci coś bardzo ważnego.

– Ja Tobie też, kochanie-odpowiedziała radośnie.

– Mów.

– Nie, Ty pierwszy.

– Dobrze. Nosiłem się z tą informacją od kilku miesięcy. Nie wiem czy to odpowiedni moment, ale muszę Ci to powiedzieć, bo nie mogę dłużej udawać. Dusze się w tym związku. Nie czuję się w pełni zrealizowany. Jesteśmy młodzi, a ja czuję się tak zmęczony, jakbym miał z siedemdziesiąt lat. Twoja miłość sprawia, że wygasam. Jest taka…przytłaczająca. A ja…ja już Cię nie kocham. Odchodzę. Żegnaj.- Zabrał swoją aktówkę i wyszedł z restauracji. Zostawił ją samą, zszokowaną, z rozmazanym drogim tuszem do rzęs na policzkach…

– Jestem w ciąży… – powtarzała cichutko połykając swe łzy.

Przez długi czas nie wychodziła z domu. Miała wszystko: dom, samochód, drogie ciuchy i kosmetyki, własną firmę, ambicje, plany, ludzi, którzy ją szanowali i liczyli się z jej zdaniem…swoją miłość do Niego i Jego dziecko w sobie. Dziecko! – wykrzyczała, a w jej głowie pojawiła się na powrót nadzieja, że jeszcze nie wszystko stracone.

Ubrała się elegancko, a zarazem serownie, by wzbudzić w nim pożądanie, umalowała się i uczesała; wybiegła z domu zostawiając otwarte drzwi-nie dbała teraz o swój dorobek materialny. Liczył się On. Tylko On. Poszła do Jego kawalerki, którą kupił, jeszcze gdy mieszkali razem, aby móc w niej spokojnie pracować.

Zapukała do drzwi, a gdy otworzył, promiennie uśmiechnięta, bez pytania Go o zgodę wkroczyła do Jego mieszkania.

– Dominiko, posłuchaj, nie chcę Cię znowu ranić moimi słowami. Pamiętasz historię, którą opowiedział nam ten starzec w Hiszpanii? Z miłością jest jak z piaskiem w dłoniach. Im bardziej zaciskasz pięść, tym szybciej piasek się z niej wysypuje, a na otwartej dłoni pozostaje nienaruszony. Za bardzo ściskałaś dłoń. Piasek z niej wyleciał. Przykro mi, ale to naprawdę koniec, zrozum to wreszcie. Nie takiej miłości chciałem. Ty z resztą też. Nie wyszło nam…-Powiedział spokojnie i usiadł na fotelu, a ona z poczuciem ogromnego poniżenia wybiegła z Jego mieszkania. Biegła jak oślepione światłem zwierze, nie zważając na przeszkody…

Otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą twarz mężczyzny w średnim wieku, ubranego w biały fartuch i ze stetoskopem przewieszonym przez szyję.

– Jest pani w szpitalu. Wpadła pani pod samochód. Przykro mi, ale w wypadku straciła pani dziecko. Poza stłuczeniami nic pani nie jest, Wyjdzie pani za jakiś tydzień.- Jego głos był równie obojętny, jakby mówił o jajku które wypadło komuś z rąk i się rozbiło. Ot…nic takiego.

Lekarz miał rację – wyszła po tygodniu. Z torbą w której miała swoje osobiste rzeczy wyszła ze szpitala. Drogę do domu postanowiła przejść pieszo. Myślała o wszystkim co się stało. O całym swoim życiu. Znowu poczuła tę dziecięcą naiwność…

Straciłam wiarę – mój pierwszy utracony miś… Odeszła ode mnie miłość-szelki się jednak odpięły i wypadł kolejny miś, a teraz straciłam dziecko, które było mą jedyną nadzieją-ostatni miś… Nie mam nawet przyjaciół, którzy mogliby dać mi na nowo „zastępczą” radość… Bo czy przyjaciółmi mogę nazwać ludzi, którzy są przy mnie tylko w tedy gdy jest dobrze? …

W natłoku myśli nawet nie zauważyła, że przechodzi właśnie przez ciemny, brudny tunel. Z zamyśleń wyrwał ją dopiero brzęk uderzających o betonową posadzkę nożyczek kosmetycznych, które wypadły z jej torby. Nachyliła się po nie i w tej samej chwili doszła do wniosku, że jej życie nie ma sensu. Wzięła nożyczki do ręki i zaczęła pomału, z wielką precyzją przecinać sobie nimi żyły.

* * *

Zobaczyła światło wkradające się w ciemność która ją otaczała. Wielkie światło, które sprawiało, że czuła się bezpiecznie, niewinni i błogo. Pomyślała, że to chyba Niebo. Może Bóg dał jej szansę?

Ścisnęła mocno dłoń i poczuła w niej coś miękkiego. Spojrzała w dół. W jej dłoni znowu był miś…

KONIEC

Przygotowała
Dominika Muchalska – bzyczek3@tlen.pl
(ferie zimowe 2006r)

Zgubiony miś
Oceń ten artykuł


Zwykły, szary człowieczek
My, dwie Kaśki i wolna chata...